Ezoteryka czyli wgląd w siebie
Ezoteryka, czyli wgląd w siebie

Archiwum - pozostałe artykuły:

Trudne pytania


- Hm. To jest proste.
- Opowiedz jak to przebiega?
- Jeżeli funkcjonuje coś takiego jak domniemana klasyfikacja różnych stanów, to na każdym poziomie, w każdym stanie, doświadcza się tej samej historii. To samo doświadczenie, ale na, różnych poziomach. I to wygląda w ten sposób, że się schodzi z tego najwyższego do najniższego, doświadczając tę samą historię. I kończy się to na poziomie najbardziej gęstej rzeczywistości. I takim przystankiem ostatnim jest Ziemia. I historia się odwraca, i ponownie idzie się w górę, i ponownie doświadcza się czegoś innego. I to jest koło, które się przechodzi z różnymi doświadczeniami czy historiami, które chce się przeżyć w zakresie swoich zainteresowań, czy w zakresie zapatrywań, specjalizacji, nie wiem jak to określić. Ale to tak wygląda. I to się projektuje, uwzględniając to z tymi, z którymi przychodzi doświadczyć. Wokół których się będzie funkcjonowało. Bo musimy wyrazić na to obopólnie zgodę, ale zgodę jako dobrowolne przyrzeczenie, że wypełnimy swoją rolę. Ale cała tajemnica doświadczenia polega na tym, że podlegamy takiemu procesowi, który powoduje, że nie jesteśmy świadomi przypisanej roli. I cały ten proces polega na tym, żeby być jak najmniej świadomym, a jak najbardziej skutecznie wypełnić te powierzone nam zadania, przypisane, które myśmy po prostu określili jako nasze, na które wyraziliśmy zgodę. I to jest to, że najtrudniejszy proces, to jest tutaj w gęstej materii. I to jest ta maszyna, która najlepiej powoduje, no że się podlega edukacji. Maszyna ucząca, doświadczająca, gdzie się przeżywa, gdzie się ma możliwość doświadczania fizyczności, gdzie się poznaje, co to są emocje. No i można wpaść w pułapkę, która jest zastawiona. Wtedy życie może przebiegać tylko i wyłącznie, karmiąc nas emocjami, pragnieniami. Ale można też odwrócić się od tego i żyć albo jednym życiem, albo drugim. Tym bardziej udręczonym, albo tym bardziej błogosławionym. Ale to zależy od naszego tutaj wyboru. Cały czas mamy wolny wybór. Nikt do niczego nas nigdy nie zmusza. Nikt! Nie ma nikogo... Nikt. Na takiej zasadzie – nikt. Siebie nie zmuszamy i dzielimy się na... jako jeden obraz, na miliardy obrazów. Ale ten jeden malutki wycinek jest odzwierciedleniem z kolei całości. I to, co ja doświadczam, doświadcza ta druga cząstka i tak w kółko. I musimy to wszystko przerobić. Jeżeli się poczuje tę jedność i ma się świadomość, że jest się tą jedną cząstką, która odzwierciedla pozostałe i odwrotnie, no to wtedy to jest właśnie to, co powinniśmy osiągnąć. Nie wiem, do czego to porównać, ale to jest pisanie jak gdyby takiego scenariusza. O właśnie. Dopasowujemy różne historie, różne zdarzenia do odegrania w jednym momencie, w jednej rzeczywistości. Dlatego się mówi, że nie ma przypadku, że wszystko jest tak, jak powinno być, jak było zaplanowane. I cokolwiek by się chciało zrobić przy pomocy jakichkolwiek wybiegów, nie da się zmienić tego. Jest to niemożliwe. Jeżeli się wierzy, że jest możliwe, że można oszukać, nazwijmy to, przeznaczenie, to jest to samooszukiwanie się. Bo się unosi tyle, ile na siebie wzięliśmy, ani mniej, ani więcej.
- Czyli wszystkie przykre doświadczenia, jakie nas spotykają pochodzą z tego bagażu, który sobie sami przygotowaliśmy, czy tak?
- Tak, ale on czemuś służy.
- Uhm. Ja rozumiem.
- Tak to wygląda.
- Ale nie ma czegoś takiego, że spotkał nas pech albo prześladuje nas pech, czy coś w tym rodzaju. Możesz to rozwinąć?
- No tak, jeśli się w to uwierzy, to jest samooszukiwanie. To jest usprawiedliwienie się przed niemożnością innego wyboru, który jest zawsze trudniejszy z tego poziomu, ale bardziej szlachetny. No, nie wiem, jak to powiedzieć, nie wiem – czyste lenistwo, niechęć, pójście na skróty, na łatwiznę, samooszukiwanie się. Nie ma przypadku. A jeśli ktoś w takim stanie wraca, to znaczy, że nie odrobił lekcji i musi z powrotem wrócić. I musi z powrotem, z powrotem, z powrotem, jak nie w tym stylu, to w innym. Jak nie w tej rzeczywistości, to w innej, ale musi przejść przez te doświadczenia, które przyjął na siebie, po to, żeby w tych różnych zlepków było jedno wielkie doświadczenie. Tak długo, aż nie wypełni swojej misji. Może być mężczyzną, kobietą, królem, żebrakiem, ale musi wypełnić swoje zobowiązanie.
- A powiedz mi jeszcze, czy pisanie takiego scenariusza na przyszłe swoje wcielenie jest za każdym jednym razem osobne, czy być może pisze się od razu na kilka wcieleń, które są ze sobą mocno połączone w relacjach międzyludzkich. Jak to jest, czy to jest pojedynczo, do każdego osobnego doświadczenia, czy też...?
- To jest na całość.
- Na całość? Na jaki duży cykl mniej więcej?
- Od początku rzeczywistości do końca. A tą jedyną rzeczywistością to jest Bóg.
- Czyli taki scenariusz już każdy z nas posiada? Ułożył sobie – coś w tym rodzaju. Czyli swoją przyszłość można by już tam odnaleźć, jak ona jest skonstruowana?
- To było, jest i będzie. Od samego początku do końca. Tutaj nie ma żadnej zmiany, bo to się składa na jedno wielkie doświadczenie.
- Dla każdej duszy, tak?
- Bo sensem jest doświadczyć. Ażeby doświadczyć całości, trzeba podzielić się na mniejsze części. A każda z tych części wykonuje pewien program. Jest częścią pewnego procesu, który doświadcza. A to z kolei powoduje, że zdobył mniejsze doświadczenie, pełniejsze. Na tym to polega. Wychodzisz po to, żeby wrócić.
- Dobrze, a powiedz mi jeszcze, jak to się ma do tego, że za jednym razem wybierzesz sobie drogę na skróty, bo byłeś za leniwy. Nie chciało ci się, więc poszedłeś drogą na skróty i musisz powtarzać jeszcze tę lekcję wielokrotnie, a innym razem, być może, udało ci się osiągnąć odnalezienie swojej duchowej tożsamości i zaliczyłeś w ciągu jednego życia dużo więcej materiału. Jak to jest potem? Czy te poprawki już są z góry wcześniej wkalkulowane w te wszystkie doświadczenia?
- Jest to z góry skalkulowane. Po to, żeby doświadczyła jedna część z nas coś wspaniałego, to w tym samym... synchronicznie, w tym samym czasie, w tym samym miejscu, druga musi przeżyć odmienny stan. A więc się poświęca dla tamtej. I odwrotnie, to zależy od stopnia doświadczenia. Raz cierpisz bardziej po to, żeby inna donośniej wołała do pozostałych, że jest szczęśliwa, że jest poza wszystkim, co dotyczy chociażby, no tej sfery najbardziej materialnej. Że jest bardziej szlachetna, że bardziej jest świadoma, rozwinięta. A w innym układzie jest odwrotnie. Ta bardziej cierpi, bardziej przywiązana jest do materii, po to, żeby tamta mogła bardziej szlachetnieć. To się wszystko zazębia i też to jest kwestia poświęcenia. Dzisiaj ty się poświęcasz po to, żeby współistnieć z kimś, kto dla nas się poświęca. To jest ciągły proces.
- Rozumiem. A czy możesz sobie przypomnieć, jak ty byłeś kiedyś przed takim dużym telebimem i widziałeś projektowanie swoich przyszłych doświadczeń w ciałach?
- Widzę to.
- Widzisz to?
- Tak.
- A spróbuj tak wysublimować dokładniej życie obecne, które teraz wiedziesz. Czy możesz tam, tak ogólnie nakreślić misję na to życie, żeby je jakoś scharakteryzować w jakimś kierunku? Jaka jest misja na twoje obecne życie? Czego zamierzasz w tym wcieleniu doświadczyć?
- Właśnie to teraz, co zostało zainstalowane, to istnieje tutaj, to jest kwintesencją tego, co było wcześniej. Zlepkiem różnych moich doświadczeń. Sukcesów, porażek, szczęśliwości, bólu. Tu teraz zadałem sobie straszną lekcję. Przeżywam wszystko w tej jednej bytności. Szczęście i nieszczęście, słodycz i gorycz, sukcesy i porażki. Jest to trudna lekcja, ale ona powoduje, że się pełniej doświadcza. Nie jest się rozdzielonym, raz jako pełen szczęśliwości, drugi raz jako pełen goryczy, złości, nienawiści. Innym razem pełen miłości, oddania. A tutaj celem jest doświadczyć wszystkiego w tym samym czasie. Trudne zadanie.
- A powiedz mi, czy nasze spotkanie, mnie z tobą, też było wkalkulowane w ten proces odnalezienia siebie w tym wcieleniu?
- Nie tylko w tym.
- Nie tylko w tym, inne też?
- Inne też. To było zaprojektowane od samego początku.
- Od samego początku?
- Tak. Od samego początku.
- A czy mógłbyś w jakiś sposób scharakteryzować, albo nakreślić w paru zdaniach, jaka jest misja nas obu na to wcielenie. Co wspólnie mamy zaprojektowane, żeby wspólnie stworzyć, wykreować? Masz dostęp do takiej wiedzy?
- Dzielić się informacją z misji, z drogi. Ja doświadczam to inaczej, ty doświadczasz to inaczej. Ale jest wspólna droga do celu. Dla nas nie liczy się cel, tylko to, co w trakcie drogi przeżywamy. Cel znamy, tego celu doświadczaliśmy, bo tam byliśmy już setki razy. To droga jest najważniejsza. To, co się w trakcie przebywania tej drogi zdarza. To, czego się doświadcza. I te przeżycia, to życie, które jest wewnątrz, jest najważniejsze. To doświadczanie i przeżywanie jest najważniejsze. Nie to, co na zewnątrz. Bo to, co jest na zewnątrz, to każdy może ogarnąć, każdy może w dowolnej chwili przeżyć. Ale to, co jest wewnątrz, to nie jest łatwe z tej pozycji tutaj. Bo to wymaga wysiłku. To wymaga dyscypliny, to wymaga nie tylko łączności ze „źródłem”, z tym, co jest w tym punkcie, do którego się zawsze podąża, do pozostałych części nas samych. Chodzi o pobudzenie, o stworzenie warunków, które umożliwią innym doświadczenie tego samego. A misją jest poświęcenie dla innych. Pokazanie, że można, że można z pozycji tego utracjusza, tego, który prowadził się niewłaściwie, w niewłaściwy sposób, przejść do innego bieguna, że można inaczej. Że dla każdego jest szansa i taką szansę ludzie często marnują. Opuszczając ten padół, to już dusza wie, że musi opuścić to ciało i uświadamia sobie, że istnieje inna rzeczywistość, że jest się duszą, ale to już jest często za późno. Lekcja została nieodrobiona. Ale tę świadomość każdy tutaj otrzymuje. Jedni wcześniej, bo ją wypracowali, a inni to już po opuszczeniu Ziemi. Nie można zostawiać, nie można skrywać własnych doświadczeń, nie można nie mówić o tej drodze, nie można nie dzielić się z innymi. Należy to robić, to jest obowiązek. Wytyczać czy pokazywać kierunek drogi, czy przynajmniej dać możliwość wstąpienia na tę drogę, na tę ścieżkę. A już reszta nie zależy od tych, którzy wprowadzają na tę ścieżkę. I tak to wygląda. Musimy sobie pomagać, musimy się nawzajem wspierać. Musimy się dzielić doświadczeniami. Robimy to dla siebie. Poprzez siebie dla siebie. Poprzez innych dla innych. Tym skarbem należy się dzielić ze wszystkimi. A forma wypowiedzi, podzielenia się czy wyartykułowania, to już zupełnie inna historia. Ale takie środki są i takimi środkami każdy z nas dysponuje.
- Czyli tak reasumując te spostrzeżenia, można by zauważyć, że naszą wspólną misją jest dzielenie się informacjami, albo doświadczeniami na naszej drodze do odkrywania swojej duchowej tożsamości z innymi. Czy tak?
- To jest powinność. Dotyczy to nas, dotyczy to setek tysięcy innych, którzy to potrafią zrobić. Musimy się wspierać i od siebie nawzajem uczyć.
- Czyli na tym polega, mniej więcej, nasza wspólna misja, którą tutaj w tej chwili wykonujemy robiąc to, co robimy. Tak?
- Tak. Czas zbiorów jeszcze przed nami. Przed nami wszystkimi, ale nie możemy sobie przypisywać tego, nie wiem, jak to nazwać, tego przywileju, tego talentu. Bo to jest przywilej i talent nas wszystkich.
- Czy jeszcze ktoś chciałby zabrać głos z twoich Mistrzów, Nauczycieli. Chciałbyś jeszcze coś dopowiedzieć?
- Tak, teraz jestem znowuż wśród nich. I nie wiem, ja przynajmniej mam takie odczucie, że nie wiem, czy mogę tak powiedzieć, nazwać, mam świadomość, że nie ma między nami żadnej różnicy. To my możemy się ustawić tak, że dostrzegamy te różnicę, że wmawiamy sobie tę różnicę. I wewnątrz, i na zewnątrz. A to zróżnicowanie wypływa ze zupełnie innych rzeczy, z którymi należy walczyć, które trzeba usunąć, które nas ograniczają. Tak, w jedności masa i w masie jednostka jest tak samo warta, jak pozostali. Hm. No i Rafaello tak jak nigdy do tej pory uśmiechnięty, zadowolony, taki szczęśliwy. Nigdy taki nie był.
- Dumny jest z ciebie. Można to tak określić?
- Nie wiem, ja to tak odbieram, jakby był zadowolony, że wykonał dobrze swoją pracę, czy nie wiem. Tak to odbieram.
- Wtedy, kiedy my mamy postępy, to on jest chwalony, czy tak? Można to tak odebrać?
- No tak. No właśnie, on taki jakby był szczęśliwy, zadowolony, że kawał dobrej roboty wykonał.
- Cudownie.
- Tak ja to odbieram. I też niesamowite to jest to, że nie ma tego zróżnicowania ja – Oni. Oni – ja.
- Wszyscy jesteśmy Jednym.
- O, no właśnie, tak. To takie odczucie jest. To jest niesamowite.
- Cudownie.
- Wszyscy zadowoleni. Wszyscy szczęśliwi.
- Wszyscy są zadowoleni. A Aberamentho jest jeszcze, czy już sobie poszedł?
- Stoi za mną.
- Stoi cały czas za tobą i wspiera ciebie?
- Aha. Dłonie... tak, tak jak było wtedy. Nic się nie zmieniło. Ja Go nie widzę, ale czuję, że jest.
- świetnie.
- Taka fajna harmonia, taka...
- Pobądź jeszcze przez chwilę w tej harmonii, żebyś mógł zapamiętać ten stan.
- Właśnie Rafaello siedzi vis a vis mnie i... Nie, no taki, taki szczęśliwy – nie wiem – jakby dokonał jakiegoś odkrycia, doznał sukcesu, no taki zupełnie inny jak wcześniej.

*

- Do oglądu jakich rzeczywistości posiadamy dostęp w tego rodzaju sesjach, biorąc pod uwagę możliwość ich późniejszego opisania dla szerszego kręgu publiczności? Będzie mógł na to...
- No na przykład do fokusa 27 – powołując się na Monroe'go – albo i dalej. Ale to będzie zależało od intencji. Natomiast nie każda treść, informacja może być powiedziana wprost, więc trzeba ją jakoś przykryć, przemycić. Ale trzeba o wszystkim mówić, tylko nie wyraźnie o wszystkim. Będą pewne sprawy, które trzeba będzie troszkę ukryć. I trzeba to stopniować, przygotowywać. I im dalsza rzeczywistość, im dalszy świat od tego, w którym żyjemy, tym jest trudniej to przedstawić tak, żeby inni to zrozumieli. A więc to musi być proces. A więc muszą być informacje dzielone na poszczególne etapy i nie można od razu wszystkiego sprzedać. Etap po etapie. Trzeba przygotowywać siebie i innych do odbioru. Bo to, co się robi, to trzeba traktować jako cały czas maszynę doświadczającą i uczącą. Ludzie też, stykając się z tą informacją, muszą doświadczyć, nauczyć się, żeby mogli przejść na następny etap. I im mniej się będzie mówiło na tamtych etapach o fizyczności, tym lepiej. I nie należy tego wiązać już z tym, co jest tutaj. Bo to jest najmniej ważne. Najbardziej ważne jest to, co się tam dzieje, w tamtym wymiarze, w tamtych światach. Bo to ma nas przygotowywać do lepszego powrotu. Mniej konfliktowego, a bardziej komfortowego. Te treści, te informacje mają przypomnieć, skąd przybywamy i dokąd będziemy wracać. Luzie coraz bardziej będą przeczuwali, będą się zastanawiać, co się dzieje, skąd przybywam i dokąd zmierzam. Już ludzie zaczynają odczuwać, czy wyczuwać jakiś konflikt między tym, co do tej pory im mówiono, a tym, co zaczynają odczuwać. Tylko nie mają punktu odniesienia. Nie wiedzą, jakimi instrumentami się posługiwać, żeby wejść na tę drogę, na tę ścieżkę, która ich doprowadzi do odkrycia, kim są i co potem się stanie. Potrzebują takiego instruktażu, takiego wzorca.
- Czyli dobrze, że ten temat został poruszony w tej pracy? Skąd przychodzę i dokąd zmierzam? I jak sobie na to możesz sam odpowiedzieć, tak?
- No tak, to ma temu służyć.
- Dobrze.

Przejdź do strony: 1 2 3 4 5

Archiwum - pozostałe artykuły:

Ezoteryka, czyli wgląd w siebie