Ezoteryka czyli wgląd w siebie
Ezoteryka, czyli wgląd w siebie

Archiwum - pozostałe artykuły:

Inne ciekawe nauki


- To powiedz już teraz, kto to jest?
- To jest Jezus i mówi, że jeszcze przyjdzie Zoroaster, ale usiądzie wśród nas. A dlaczego... Właśnie pytam, dlaczego nie usiądzie tutaj, między nami? A On mówi, że zaraz to zrobi. Wracam na swoje miejsce. No i właśnie wchodzi też... Przychodzi taka postać, może to jest ten Zoroaster... chyba tak. Też siada. Jezus siada i zamyka ten okrąg, ten pierścień. Właśnie przekazuję im... Mówię, że się cieszę, że jestem tutaj, że mogliśmy się spotkać, że dla mnie to wielki zaszczyt i radość, że mogę tam być. I pytam się: Kim Ty jesteś? – do tego okularnika, a on mówi: Jestem przeciwieństwem was wszystkich. I mam takie same prawa jak wy. I jako przeciwieństwo, też mam prawo was gościć, zaprosić. To wy jesteście moimi gośćmi. Proszę, żeby się przedstawił. Dlaczego nie podaje swojego imienia? A on mówi, że to nie ma znaczenia. Czy ma to dla mnie jakieś znaczenie? Ja mówię, że nie, nie ma. No to właśnie, to po co? To tylko nazwa. A jak jest nazwa, to jest odniesienie. A jak jest odniesienie, to mogą być różne reakcje. Przeciwieństwo – ciekawe!
- I co? Będą jakieś nauki? Co ten Gość ma do powiedzenia?
- Mówi, że jako przeciwieństwo jest równoważny swojemu przeciwieństwu i nie ma rozróżnienia. Jedno i drugie spełnia swoją rolę. Jedno i drugie ma swoją misję do spełnienia. Jedno i drugie ma doświadczyć. W końcu i tak doświadczamy tego samego, tylko w różnych aspektach, że idziemy do celu, do źródła, do Domu różnymi drogami. Jedni poprzez doświadczenia negatywne, inni poprzez doświadczenia pozytywne. A, dla źródła, dla Boga jesteśmy tacy sami. On nie rozróżnia dobra, ani zła. Bo każde doświadczenie jest właściwe, czegoś uczy. Powinniśmy wszystko, co się kojarzy z rozróżnieniem, z dualizmem, powinniśmy natychmiast odrzucić. Bo to najbardziej destrukcyjnie na nas działa. To porusza ego, to porusza emocje, to porusza inne instynkty. Dobre – złe, białe – czarne, słodkie – kwaśne, to działa jak narkotyk. I nie powinniśmy rozróżniać, czy coś robimy właściwie, czy niewłaściwie. Robimy to – i już. I to ma być naszym doświadczeniem, i to ma być lekcją, którą odrabiamy. Dlatego powinniśmy się też przyzwyczaić do tego, że wokół nas są zjawiska, rzeczy, ludzie, którzy są inni, myślą inaczej, doświadczają inaczej i mają do tego prawo. Ale nie powinniśmy nigdy zapominać, że oni są tacy jak my, że mają takie same prawa jak my, tylko mają prawo być innymi. Mają prawo iść inną drogą. I to, co my nazywamy niewłaściwą, czy złą, niekoniecznie jest złą, niekoniecznie jest niewłaściwą. Dla nich jest ta jedyna i jest dobra. Im z kolei może się wydawać, że my idziemy niewłaściwą, że my jesteśmy w błędzie, że postępujemy wbrew czemuś tam. Tak, że powinniśmy się na takich przesłankach w ogóle nie opierać. Jesteśmy wszyscy tacy sami, równorzędni wobec Stwórcy – ani lepsi, ani gorsi.
- Gramy tylko różne role, prawda?
- Tak. Uczymy się od siebie nawzajem. Dzięki różnym rolom możemy doświadczać, możemy uczyć się, ewoluować, możemy wznosić się na wyższe poziomy. Wszyscy jesteśmy sobie potrzebni. Nieprzypadkowo właśnie spotykamy w życiu takie relacje z ludźmi, jakie nam się przydarzają. Nieprzypadkowo spotykamy ludzi i zjawiska. To jest jedna wielka machina, która nas uczy, która nas szkoli, która nas doświadcza. Właśnie pyta, czy nie czuję się nieswojo w jego towarzystwie. Ja mówię, że nie, tylko dziwi mnie, że tych, tak zwanych pozytywnych, jest znakomita większość, a on, jako negatywny – jeden. Dlaczego tak jest? No, w zasadzie to tak, jak my to nazywamy, te negatywne aspekty życia, czy negatywność, czy to, co jest pojmowane przez nas jako zło, czy destrukcja, ma o wiele większą siłę, większą moc niż te pozytywne. One są bardziej – te pozytywne – subtelne, bardziej takie delikatne. Mają delikatniejszą strukturę. Natomiast te negatywne, są bardziej mocne, bardziej takie realne i tutaj proporcje są różne, ale jest ta równowaga zachwiana tylko w wyjątkowych sytuacjach, a z reguły jest równoważna. I te wyjątkowe zachwiania, to mogą być wielkie wojny, jakieś kataklizmy, jakieś choroby, ale to jest tylko chwilowe zachwianie, po to, żeby tych śpiących obudzić. Żeby im pokazać, że cały Wszechświat patrzy, co się dzieje w naszym wymiarze, żebyśmy się mogli przebudzić i opamiętać. Tak jak choroba każdego z nas, czy w rodzinie, uświadamia nam, że coś niedobrego się dzieje, że potrzebna jest refleksja, że powinniśmy przystopować, zastanowić się, gdzie popełniamy błędy, co robimy niewłaściwie. Niekoniecznie to musi być równoznaczne ze współczuciem. To jest bardziej lekcja dla nas samych, dla tego, kto cierpi. I raczej, to powinniśmy przeżywać z osobna. Bo samo współczucie, jako współczucie, nie uzdrowi tej drugiej osoby, a nam może jeszcze zaszkodzić. Aczkolwiek jakaś opieka, czy pomoc przynależy tej osobie, to rzecz jasna. Ale raczej nie powinniśmy współczuć. Powinniśmy tę lekcję przyjąć na siebie i zrozumieć, skąd to się wzięło i do czego ma nas to doprowadzić. Tak, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Nie ma rozróżnienia. To jest największy błąd. Krzywdzimy siebie i obciążamy siebie, myśląc w ten sposób. Tak, jak nie ma prawdy, nie ma kłamstwa, nie ma złości, nie ma miłości – jest po prostu to, co jest. Jest doświadczenie i to jest największy skarb. Aby doświadczać, doświadczać, doświadczać i wznosić się i wznosić.
- Uhm. Cudowna lekcja.
- Pyta się mnie, czy jakbym teraz zobaczył w naszym mniemaniu diabła, czy bym się go wystraszył? Mówię, że może bym go na piwo zaprosił, żeby pofilozofować. Ooo! – mówi – to by była dopiero lekcja, wiele mógłbym się nauczyć. A on ode mnie też chyba. No właśnie, he, pytam się, czy on jest diabłem? Mówi, dla niego to nie ma znaczenia, mogę go nazywać też diabłem. Bo każdy z nas coś ma z demona, z diabła i Boga, ale bardziej, bardziej powinniśmy właśnie przebudzić się i iść... Skłaniać się w stronę Domu, w stronę źródła, w stronę Boga. I to jest właśnie to. A przestrzeń oczyszcza. Przestrzeń oczyszcza. Ale mamy wszystkie zasoby, jakie tylko sobie potrafimy wyobrazić, o jakich jesteśmy w stanie pomyśleć, jakie chcielibyśmy mieć, aby wzrastać, w którąkolwiek chcemy stronę. W stronę ducha, w stronę materii – proszę bardzo.
- Jasne.
- Chodzi o to, żebyśmy potrafili to zdefiniować i umiejętnie poprosić. I będzie nam dane, i dostaniemy tyle, ile potrafimy unieść, ani więcej, ani mniej. He, ciekawe to... Ciekawe to jest.
- Tak?
- Czyli ten negatywizm ma taką siłę, że wystarczy jedna kropelka, żeby tyle wody zatruć. Hm, niesamowite. Często walka z tą jedną kropelką jest mitręgą, jest ciężką drogą, ale lepiej uczyć się panować nad tą jedną kropelką niż nad tysiącami innych kropelek. He, właśnie pytam się, a te takie, nazwijmy to, istoty bezpostaciowe, to, co one tutaj robią, kim one są, jaką rolę mają? To są ci, którzy są w zawieszeniu, którzy w każdej chwili mogą pozyskać – nie wiem – twarz, postać. Mogą się skierować, w którą chcą stronę.
- Dobra i zła, tak?
- Tak.
- Przyjąć każdą formę?
- I to nam się, od czasu do czasu, też przydarza.
- Kiedy wcielamy się w jakieś role, tak?
- Tak, dokładnie. A tych oczekujących jest więcej, niż tych, którzy grają w tej chwili. Tak, że jest zawsze ten przerób.
- Czyli widzów jest więcej na widowni, jak tych ludzi na scenie, tak?
- Tak, ale widzowie mogą wejść w każdej chwili.
- Mogą wejść i zagrać swoją rolę, albo swój wycinek danego dramatu.
- Tak, tak. Ale nic się nie dzieje przypadkowo, bo wszystko jest zaplanowane, wszystko jest wyreżyserowane. Tak, to chyba wszystko.
- To wszystko? Czy ktoś jeszcze z Nauczycieli chciałby zabrać głos?
- Właśnie Jezus mówi, że dlatego Zoroaster przyszedł, aby swoją siłą, swoją mocą mogli zrównoważyć tę niewielką kroplę negatywności. Żeby sobie uświadomić, jaka to jest potężna moc, że tyle tutaj tych czystych istot i tylko ten jeden.
- Jeden negatyw, tak?
- Tak i jest równoważne, nie ma zachwiania. Że trzeba to też szanować i dopuścić do myśli, że to jest, że to funkcjonuje. Tylko nie należy z tym walczyć. Należy przyjąć do wiadomości, że jest i na zasadzie tolerancji. Czy coś w tym rodzaju – przyjąć, że to istnieje ale nie walczyć, nie wypędzać tego, nie odcinać się od tego. Bo to nie jest żadna nauka.
- Raczej zrozumieć.
- Zrozumieć istotę, że jest. Że w pewnych momentach, to jest po to, żeby nas nauczyć, żebyśmy szybciej wzrastali, żebyśmy lepiej pojmowali. Za chwilę może się okazać, że zamienimy się rolami. Na krótko, ale zawsze, bo to też jest nam potrzebne. Bo z tamtej strony musimy spojrzeć na dobro. Nie tylko z jednej strony, ale z drugiej trzeba. I to wszystko.

*

- Gdzie teraz jesteś, co widzisz, czego doświadczasz? Opowiedz mi o tym.
- Jestem w środku jakiegoś dużego, nowoczesnego budynku. Stoję na galerii, na jakimś piętrze dosyć wysoko i obserwuję olbrzymi holl, bardzo wysoki, zabudowany szkłem. Wszystko jest wsparte na takich wspornikach, które od poziomu ulicy się zwężają ku górze i tworzą szpicę. Tych wsporników jest sporo, z osiem, dziesięć, może dwanaście i między nimi są właśnie tafle szkła. To trochę przypomina taki, no nie wiem, kapelusz meksykański, o! coś w tym rodzaju.
- To jest takie okrągłe, tak?
- Tak, okrągłe jest, tak. Stoję na galerii i obserwuję, co się dzieje. Masę ludzi się kręci. Jest to bardzo duży obiekt i na jednym z końców, nie, to nie można powiedzieć, że to jest koniec, ale w jednej z części... To jest coś w rodzaju jakiejś takiej sali, nie wiem, koncertowej, filharmonicznej, teatralnej, kinowej. Jest tam scena, jest też ekran kinowy. W innej części, wśród zieleni, takich różnych kwiatów w dużych i mniejszych pojemnikach, donicach, są poustawiane takie... To można powiedzieć, że to jest duży ogródek, taki kawiarniany. Stoliki, jakiś tam bar restauracyjny, może coś w tym rodzaju. Fontanna w środku, ale nie jest to dokładnie w samym centrum, tylko gdzieś tam z boku. Jeszcze w innym miejscu stoją ławki, właściwie to do wypoczynku służą. No robi niesamowite wrażenie to pomieszczenie. Można wjechać windami wyżej, tam, gdzie już jest to zwężenie i tam są różne biura, różne pomieszczenia. I postanowiłem wejść jeszcze wyżej, takimi schodami. Wchodzę wąskimi schodami. No niesamowity widok. Bo to jest wszystko dziwne, bo bardzo taka ostra jest widoczność, jeżeli chodzi o to, co się dzieje w środku, a na zewnątrz praktycznie nic nie widać, żadnej chmurki, żadnej panoramy. Jakby to były specjalne tafle szkła. Ale to szkło też przepuszcza, takie rozproszone promienie słoneczne, tak, że dzięki temu jest tam zachowany specyficzny mikroklimat. Że przez to szkło słońce tak mocno nie grzeje.
- A czy to jest na Ziemi, ten obiekt?
- Jacyś tam ludzie się kręcą, ale nie wiem, czy to jest na Ziemi. Na pewno są tam ludzie.
- A nie widziałeś jeszcze tego obiektu z zewnątrz?
- No, teraz.
- Teraz go widzisz, tak?
- Wokół jest pustynia, pustkowie. Taka pustynia, nie piaszczysta, tylko bardziej kamienista, wyjałowiona ziemia, pozostałości po jakichś starych budowlach.
- Czy ludzie są też na zewnątrz, czy raczej...
- Nie, nie.
- Nieprzyjazna jest atmosfera na zewnątrz?
- Nie, chyba nie, może nie ma wody, nie ma opadów i nic tam nie rośnie. Może dlatego ten obiekt tam jest na tej pustyni?

Przejdź do strony: 1 2 3 4 5

Archiwum - pozostałe artykuły:

Ezoteryka, czyli wgląd w siebie