Archiwum - pozostałe artykuły:
- Takie sztuczne miasto, tak?
- Właśnie nie wiem, czy to jest akurat miasto, ale jest to jakaś taka budowla, gdzie sprzyjające warunki panują do życia, do przebywania. Wiem, że z jednej strony... Jakiś tunel też właśnie ze szkła, prosty, jest dosyć długi...
- I dokąd on prowadzi?
- Do innej części tego kompleksu. To jest kompleks budowli. Ale wszystkie mają w planie wpisany okrąg. To pierwsze pomieszczenie, z tą iglicą jest najwyższe. Kilka z tych obiektów... One są ze sobą połączone tunelami. Bardzo tam mało jest właśnie... Bardzo mało jest ludzi, ale ci, którzy są, to robią coś zawsze bardzo konkretnego.
- I są tylko w obiektach? Na zewnątrz ludzi nie widzisz?
- Nie, nie ma.
- A jakieś drogi dojazdowe, jakieś pojazdy są, czy też nie?
- Nie, no drogi jakieś są, ale pojazdy? Nie wiem, nic nie widzę takiego.
- Czyli wszyscy ludzie żyją jednak w sztucznej atmosferze tych budynków, tak?
- Nie jest to konieczność, ale stworzyli sobie tam taki mikroklimat. Bardziej sprzyjający normalnemu życiu. Technika, technologia już na to pozwala. To się wszystko składa z jakichś takich modułów, tak że budowa szybko postępuje do przodu. Można dobudowywać w każdej chwili dowolnej wielkości obiekty. I tak wygląda trochę, jak stacja kosmiczna, ale chyba nią nie jest. Panuje tam dosyć taka ciekawa, naturalna, miła atmosfera. Nikt się nie spieszy, nikt za niczym nie gania, nikt nikogo się nie czepia. Nikt nikomu się nie naraża, nikt nie jest krytykowany, nikt nie krytykuje. No właśnie – jestem teraz na samym dole i się rozglądam. Właściwie nie wiem, gdzie mam pójść. Wszędzie bym chciał dojść, wszystkiego doświadczyć.
- Uhm. Zwiedzaj.
- He, wszędzie to samo – szkło, szkło i beton. Właściwie, to ja miałbym ochotę wyjść na zewnątrz i właściwie z drugiej strony nie mam ochoty. Jestem w takim małym pomieszczeniu i przy stole siedzi jakieś grono osób.
- Tak? Kto tam jest wśród tych osób? Rozpoznajesz może kogoś?
- Tak.
- Uhm, przyjrzyj się i powiedz.
- Przez chwilę mi się wydawało, że jest tam Rafaello, ale...
- Tak?
- Nie, chyba nie... No, jest Rafaello, siedzi.
- Jest Rafaello? świetnie.
- Niesamowite! No, jest Rafaello! Taki zupełnie inny, jakby młodszy, bardziej uśmiechnięty, rześki, wypoczęty.
- A ubranie ma to samo?
- Tak. No i właśnie mnie wita i rozłożone ma ręce i coś w tym rodzaju: „No i co panie Marek?” Cos takiego! No i ja to samo zrobiłem, przedrzeźniając: „No i nic – mówię”. O, teraz usiadł, też siadam.
- Kto jeszcze jest?
- Właśnie on tutaj mówi: Czy taki świat mi odpowiada? Wszystko jest tak, jak powinno być. Równa temperatura, równa wilgotność, wszystko działa tak, jak powinno – bez zarzutów. Wszystko rośnie zgodnie z planem. Ludzie są dla siebie przyjaciółmi, skazani są na siebie. Nikt nikomu nie jest nic winien. Nic nie musimy tam robić, a jeżeli chcemy, to możemy. Jest pełna wolna wola tego, co się tam robi, co się chce robić, czy też nie robić. Miejsce, w którym się żyje bez obciążeń. Zawsze się ma pewność, że się człowiek wyśpi, wypocznie, naje do syta i w zamian nie musi nikomu nic dawać. Ja mówię, jest to piękne, ale tylko na chwilę. I w końcu zaczyna to drażnić, bo to nie o to chodzi, żeby się zamknąć pod kloszem i wieść jakieś takie spokojne życie. Powinniśmy cały czas doświadczać, ewoluować, posuwać się naprzód. Modyfikować swoje poglądy, swoje postawy. Jak trzeba, to nawet je zmieniać radykalnie. Zerwać ze wszystkim po to, żeby dać sobie szansę i zacząć z nowym. A nie przywiązywać się to tego samego miejsca, do tego samego domu, do tego samego miasta, kraju. Mamy prawo wyboru, co chcemy, gdzie chcemy być, co chcemy robić, z kim mieszkać, z kim przebywać, z kim utrzymywać kontakty. Jakie mieć poglądy, spojrzenie na życie, na świat. I to nie jest to. Jednak odrobina... odrobina szaleństwa, czy popełniania błędów, czy bycia tą taką brudną kropelką, która skaża kryształowo czystą wodę, no to jest konieczne i my tego doświadczenia musimy dotknąć, po to, żeby poznać nasze odczucia, nasze reakcje, żeby je przeanalizować, żeby następnym razem się zachować normalnie, w racjonalny sposób, a nie tak jak dyktuje nam ego, nasze myśli, nasz intelekt, nasze odruchy warunkowe. Tak, że nie możemy się odgradzać od świata zewnętrznego. Powinniśmy właśnie jak najczęściej wchodzić w interakcję z tym światem zewnętrznym. Po to, żeby bardziej się, nie tyle może uodpornić na ciosy z zewnątrz, ale nauczyć się je odbierać, w zamian za to, dając coś zupełnie przeciwstawnego, co otrzymaliśmy. Może to być współczucie, ale nie podbudowane ego. Czy może to być wyraz odbierania lekcji, czy nauczenia się czegoś. Czy też ofiarowanie cząstki siebie, miłości, po to, żeby ten świat jakościowo się zmieniał. To jest chyba bardziej celowe, niż życie życiem, dla samego siebie, nie licząc się z innymi i w końcu nie licząc się jakby dla innych.
- Sami tylko jesteście z Rafaello w tym pomieszczeniu?
- Właściwie Rafaello mówi, że jeszcze tutaj zjawi się jeden z Gości, z naszych Przyjaciół. I pyta się, czy jestem gotów. No tak.
- Jesteś gotów?
- Dlaczego nie? Widzę – wchodzi jakiś taki żołnierz, rycerz w zbroi. Taki spokojny, wyważony. Taka dobra energia od niego płynie. Mówi, że ochrzczono go imieniem Jerzy. Święty Jerzy (śmiech). Ja się pytam, czy ten od smoków i się też śmieje. Dlaczego od smoków? O kurde! Nie wiem (śmiech). Też się śmieje. No, zasiadł i na razie nikogo więcej tam nie widzę. A jeszcze mówi ten rycerz, że czekamy na naszego Pana, na naszego Mistrza. Też się pojawił.
- Pojawił się?
- Tak.
- Kto to jest?
- Jezus. Niesamowite, niesamowite!
- Jak dzisiaj jest ubrany?
- Na biało, ale ma taki, taki, nie wiem, czy to... Można powiedzieć, że taka narzuta, płaszcz, taki kolor rdzawo-brązowy. I to tak trochę nawet z kolorem włosów jego, tak troszkę pasuje.
- Pasuje?
- Pasuje to – tak, tak.
- Dobrze.
- Tam nikogo na razie nie ma więcej.
- Spytaj się Rafaello, czy to już wszyscy umówieni na dzisiejsze spotkanie?
- Tak, tak.
- Może coś zechcą nam powiedzieć, jakichś nauk udzielić?
- Właśnie mówi ten rycerz, że tak naprawdę, z tymi smokami to jest więcej legendy, przypowieści niż faktów, ale prawdą jest, że każdy z nas ma w sobie potężnego smoka, z którym na co dzień musi walczyć. Że to on nas wodzi na manowce, że to on powoduje swoim zachowaniem takie nasze zachowanie, a nie inne. Że dopóki w sobie mamy tego zwierzaka, tak długo mamy problemy ze sobą, ze światem zewnętrznym. Tak długo nie naprawimy wszystkich błędów czy krzywd, które od nas zaznali inni ludzie. Smok może się różnie zachowywać. Jest nie tylko symbolem siły, przebiegłości. Ma zdolności przystosowania się do różnych warunków. Może chodzić, może latać, może pływać, może użyć wielu, wielu innych technik do tego, aby wprowadzić nas w błąd, wyprowadzić nas w szare pole. A tak jak każdy słaby punkt, my musimy uznać ten punkt i musimy umieć w każdej chwili skorzystać z tego, aby się odłączyć, czy wyłączyć, jeżeli taka przyjdzie potrzeba, w odpowiednim czasie, żeby nie było za późno. Często pozbywanie się tego smoka, czy walka z nim, to nic innego, jak walka z wiatrakami. A to dlatego, że jesteśmy nieprzygotowani, że nie mamy odpowiedniej wiedzy, że nie nauczono nas odpowiednich technik, dlatego powinniśmy raczej, przynajmniej na początku, być przy kimś, czy przebywać w towarzystwie kogoś, kto ma takie zdolności. Ma takie doświadczenia, aby nam pomógł, aby nas prowadził, aby był dla nas przewodnikiem. Aby był tym, który z racji tego, że jest starszym bratem, ma większe doświadczenie, większą wiedzę, jest w stanie korygować nasze potknięcia, błędy, że służy nam pomocą, informacją, że prowadzi nas. Od nas zależy, czy już wystarczająco dużo się nauczyliśmy, czy jeszcze chcemy pobierać nauki. Czy też chcemy jeszcze korzystać z doświadczeń, czy z poradnictwa, to już tylko i wyłącznie od nas zależy. Bezsprzecznie – taki smok w każdym z nas istnieje. Tak jak legenda mówi, że włócznią zabił smoka, tak fakt opiera się na tym, że potrafił ze swoim smokiem, tym wewnętrznym, uporać się na drodze ciężkiej, żmudnej pracy. To są lata nauki, lata wyrzeczeń, lata ciężkiej pracy. Właśnie w czasie transformacji, przemiany, gdy prawidłowo zainicjowany proces, czy program, daje wielkie prawdopodobieństwo, że zostaniemy na tej ścieżce, którą obraliśmy i pójdziemy nią. I to jest ważne. Ważna jest ta pierwsza wskazówka, ta mobilizacja. I ona ma właśnie osłabić tego smoka. Ma zneutralizować tę złą siłę, która z niego bije, na korzyść naszego dobra, naszej energii. Możemy na początku korzystać z pomocy innych, ale najlepiej będzie, jeżeli doprowadzimy do tego, że nie będziemy musieli nikomu być nic winni w chwili, gdy już będziemy zdolni do własnej pracy, do samodzielności. Może nadejdzie taka chwila, gdy już tego smoka nie będzie w nas i będziemy mogli służyć przewodnictwem, radą, pomocą innym. Ale ten smok jest i trzeba pogodzić się z tym, że jest. Na siłę nie ma co z nim walczyć, bo to tylko może nam zaszkodzić. A po co ta zbroja? No właśnie.
- No, no?
- (śmiech) To jest taki symbol. Bo zbroją to jest nasza wiedza, nasze doświadczenie. Zbroją, to są te narzędzia, w które jesteśmy wyposażeni, które nam zadano, które nam pokazano, podano. I w zależności od tego, jak będziemy dbać o te narzędzia, o tę zbroję, że będzie działała bez szwanku. Jeżeli będziemy poszerzać tę wiedzę, czy te doświadczenia, tym bardziej będzie ta zbroja nam potrzebna i tym bardziej będzie nas bezpiecznie chroniła. Aż w końcu, w pewnym momencie okaże się, że jesteśmy tym doświadczeniem, że jesteśmy tą wiedzą, a nie tym, co jest w tej zbroi, co jest zamknięte w okowach tej wiedzy, czy doświadczeń. Mamy być w gruncie rzeczy ponad tym, ale ciągle wdzięczni tym, którzy nas wprowadzili na tę drogę, czy pokazali nam, jak można, jak należy, którzy nas temperowali, którzy nam pomogli. Przychodzi taki moment, że zajmujemy się własnym smokiem i próbujemy pomóc tym, którzy mają też swojego smoka i to jest najgorsza rzecz, jaką możemy robić. Mając problemy z własnym, jeszcze pomagamy innym. Nie powinniśmy tego nigdy robić, bo obciążamy siebie dodatkowo. Dopóki nie uporamy się z własnym, nie osiągniemy jakiegoś poziomu, wystarczającą samodzielność, dopóty nie powinniśmy się zajmować tymi, którzy są wokół nas. Nie mamy do tego prawa, nie mamy doświadczenia, nie mamy wiedzy. To tak jak wybieganie przed orkiestrę. Jest to kardynalny błąd. Służymy radą, pomocą. Jeżeli nie mamy odpowiedniego doświadczenia i wiedzy, nie wolno nam. Nie powinniśmy wchodzić w kompetencje innych ludzi. A my to lubimy robić. Kochamy to robić. Kochamy być doradcami, pocieszycielami. Tymi, którzy wskazują rozwiązania, drogę. To jest niebezpieczna gra. To się robi różnymi technikami. Musimy od tego odejść. Nie wolno tego robić.
- Uhm. Czyli najpierw ze swoim smokiem trzeba sobie poradzić, tak?
- Dopóki tego nie zrobimy, to nie wolno, nie wolno, nie wolno, bo siebie obciążamy. Obciążamy siebie niepotrzebnie. Możemy siebie sprowadzić w dół, jeszcze bardziej stworzyć potężniejszego smoka. Ściągnąć na siebie problemy, jak nie teraz, to później. Właśnie pyta, czy teraz rozumiem, jak z tymi smokami jest? (śmiech).
- No, no?
- No tak.
- Rozumiesz?
- No, chyba to jasno przedstawił.
- Przedstawił jasno.
Archiwum - pozostałe artykuły: