Archiwum - pozostałe artykuły:
- Czyli mąż jest światłym człowiekiem, tak? Podziwiasz go czasem?
- To jest niedobre, bo nazwijmy to, moi pracodawcy takich niszczą. Jest niewygodny.
- A kto jest twoim pracodawcą?
- Car. Jego struktury policyjno – wojskowe.
- Bardziej się czujesz związana ze swoim ojcem, jak z mężem, czy tak?
- Tak już jest.
- Tak to już jest. Rozumiem. Dobrze, teraz kiedy policzę [...]. Jesteś już w innym miejscu, w innym czasie. Powiedz mi, co teraz widzisz, co słyszysz, czego doświadczasz?
- Dzieci są bardzo wystraszone. Wojsko przeszukuje gospodarstwo.
- Tak? Twoje?
- Moje i męża. Czegoś szukają. Nadwyżek zbożowych. Szukają jakichś dokumentów potwierdzających... Tak, jakieś konta w banku, oni wiedzą o tym. Ale to wiedzą ode mnie. Mój mąż się w końcu zorientował, że jestem agentem. Oj, bardzo niedobrze to wszystko wygląda. Zamiast szanować, dbać o własną rodzinę, to... Praktycznie nie mając żadnego interesu, wysługuję się carowi. Donoszę na własną rodzinę, na okolicznych sąsiadów. Bardzo niebezpiecznie. Kłócimy się, strasznie się kłócimy. Oj, doszło... Dochodzi do tego, że chce mnie po prostu wyrzucić.
- Z domu?
- Tak. Odesłać do rodziców. Jest to jedyna rzecz, którą może zrobić. Po prostu – mnie wyrzucić, ale ja tego nie chcę. Przecież to jest moja rodzina, tylko tyle, że już się nie mogę wycofać z tego układu. Muszę iść do końca. Ale tego nigdy mi nie wybaczy. Nigdy nie wybaczy. Różne myśli chodzą po głowie. Może się utopić, a może się powiesić, żeby przerwać to. W każdym razie, jakieś zdarzenie musi nastąpić. Żeby to przerwać, to jedyne wyjście popełnić samobójstwo.
- Takie myśli chodzą ci po głowie, tak?
- Miejscowi Polacy też się zorientowali, że jestem agentem, że opisuję to, co się dzieje, że raporty przekazuję swoim władzom zwierzchnim. I, o zgrozo, ojciec mój jest ze mnie zadowolony, bo mam wyniki. Co za paskudztwo, no. Matka już nie żyje. Ma to szczęście.
- Ma to szczęście, tak powiedziałaś?
- Ma to szczęście.
- Dobrze, teraz zbliż się do tego punkty kulminacyjnego, kiedy nastąpi rozgrywka w twoim życiu. Kiedy nastąpi ten najważniejszy moment. Kiedy policzę [...]. Gdzie teraz jesteś, czego doświadczasz?
- Mąż mnie po prostu wyrzucił z domu. Powiedział, że mam się nie pokazywać.
- Samą, czy z dziećmi?
- Samą, że jestem zdrajczynią, donosicielką, podłą, plugawą suką, która niszczy własną rodzinę. Okrada ją, nie szanuje, że nigdy się donosicieli nie tolerowało, ich się niszczyło, w zarodku dusiło. Że przez takich jak ja, cierpią polskie rodziny, które są okradane przez wojska carskie i nie tylko wojska carskie. Właśnie mam się nie pokazywać więcej. To mój problem, co zrobię. Wiedzą też okoliczni ludzie i Litwini, i Polacy, że moją rolą było donoszenie. Donoszenie na Polaków, na Litwinów właśnie Rosjanom. I mam się po prostu wynieść. Jestem załamana, jestem załamana. Nie rozumiem tego, co się dzieje wokół mnie. Zdaję sobie sprawę, że coś strasznego w moim życiu się działo, ale nie do końca wiem, co. Czuję smutek, rezygnację. Jestem psychicznie tak słaba, że... Jestem w strasznym dołku.
- A twój ojciec jest w stanie ci coś pomóc, czy nie?
- Wyniki, wyniki, wyniki, raporty, wyniki, wyniki, raporty, raporty! To jest jego świat, jego życie! Już koniec.
- Co dalej się z tobą dzieje?
- Jakąś miksturę? Od jakiejś pustelniczki?... która się zajmuje gusłami, dostałam z wilczomleczu. Z wilczomleczu i wiem, że muszę to zażyć. Łzy w oczach, rozpacz. Żal, można było inaczej postąpić. Nie słuchać rodziców, być świadomą. Zdaję sobie teraz sprawę, że nie do końca jest to moja wina. Jest kwestia kultury, tradycji wyniesionej z domu. Wiem, że po dziesięciu minutach mnie już nie będzie.
- Tak? Ta trucizna tak działa? Masz tego świadomość?
- Idę przed siebie. Idę brzegiem rzeki. Jest to Niemen. Puszczam bożyszki.
- Co robisz?
- Puszczam bożyszki, idę, idę, idę i ... O jejku, właśnie łzy w oczach, żal do siebie, do całego świata. Proszę Boga, ludzi o przebaczenie. Dzieci, aby źle o mnie nie myślały. Z małego takiego glinianego flakonika wyrzucam proszek na dłoń, zlizuję. Strasznie gorzkie, piołunowate i popijam wodą z rzeki.
- Jakiego koloru jest ten proszek?
- Oj, taki szaro – seledynowo... Szary, seledynowy taki, właściwie trudno powiedzieć. Taka spłowiała, zgniła zieleń. Bardzo szczypiący, bardzo... O, język drętwy, podniebienie. Klęczę i proszę. Proszę pana Boga i tych, których krzywdziłam, o przebaczenie. To koniec.
- Co dalej się dzieje? Mów o swoich doświadczeniach.
- Strasznie cierpię, trucizna robi swoje... (cisza)
- Już nie cierpisz?
- Strasznie cierpię, oj, fizycznie. Trucizna robi swoje. Mam przed oczyma tę pustelniczkę.
- Tak?
- Ona się zemściła na mnie. Powiedziała, że ta mikstura będzie tak działała. Ona dobrze wiedziała, że należy mnie jeszcze za życia... Przed końcem życia doświadczyć, ukarać. W ten sposób, żeby... Oj! Straszne jest to cierpienie.
- Co odczuwasz w czasie tego cierpienia?
- To nie tylko katusze cielesne, ale i moralne, psychiczne. Dusza ryczy, ryczy, łka, wyje z rozpaczy. Że oto doświadczyła tego, co miała doświadczyć. Po to, żeby nigdy więcej. Przed oczyma dzieciństwo... Już agonia, oj. (sepleniąc) Dzieciństwo, poznanie swojego przyszłego męża. Wesele, które tak uciekło przed oczyma. Szybciutko. Dzieci. I kobieta – agent, donosicielka, kapuś. Najgorsze było to, że afera z podatkami i mąż się zdenerwował i nie było już wyjścia. Gorycz, gorycz.
- Pozwól sobie przejść przez ten próg i powiedz mi, czego doświadczasz w momencie opuszczania ciała?
- Żal, że na poziomie fizycznym, ten niedosyt, tyle niewdzięczności, złośliwości, złorzeczenia od innych ludzi. Z takim bagażem ciężko nam się przechodzi. On ciąży. Ale trzeba, trzeba, zanim się pójdzie dalej, na łono, trzeba z wszystkimi na tym poziomie pozałatwiać sprawy. Bo nie mogę sobie pozwolić, żeby zawisnąć w nieskończoność z takim obciążeniem. Ciężka praca.
- Czy jeszcze masz ciało, czy już nie?
- Nie mam już.
- Nie masz. Powiedz mi o swoich uczuciach, postanowieniach. Co jeszcze, jaka świadomość ci towarzyszy?
- Że nie można przejść na drugą stronę z bagażem nie załatwionych spraw. Dobrze jest, gdy, jeżeli nie fizycznie, to chociaż mentalnie, z każdym, z kim się zetknęliśmy na planie fizycznym, zrobimy rachunek sumienia. Uregulujemy wszelkie zobowiązania, nie tylko materialne, ale też te, które dotyczą sfery psychicznej i mentalnej. A więc, nieżyczliwe słowa, w formie przekleństw, które działają często jak zaklęcia. Tę ścieżkę trzeba koniecznie wyczyścić. Bo taka dusza się później tłucze, tłucze i tak naprawdę chce wrócić, żeby jeszcze załatwić, ale już nie ma w czym wrócić. I tu zaczyna mieć problemy. A nie przejdzie przez tamtą kładkę, dopóki nie będzie wolna od tych zobowiązań. Jest wtedy w zawieszeniu. I albo ktoś ją dalej poprowadzi, albo trwa w tym zawieszeniu. Cierpi i cierpi, ale wcześniej, czy później, jacyś Przewodnicy ją zabiorą. Wszystko jest OK.
- Jest OK. A powiedz mi jeszcze, jakie konsekwencje musi ponieść dusza, która przedwcześnie skróciła sobie egzystencję w ciele fizycznym? Czy są jakiś konsekwencje?
- Nie ma konsekwencji, no być nie może. Nikt duszy nie karze. Nigdy nie ukarze i nie jest nigdy karana. Ona siebie może ukarać. Cierpi w ciele fizycznym, na poziomie astralu, ale nigdy nie jest karana przez inne dusze. Bo nie może być.
- OK. Dobrze.
- To my sobie zadajemy ból. To my sobie zadajemy zadanie, które musimy wypełnić, albo i nie. Jeżeli mówimy, że chcemy się ukarać, to się karzemy. Jeżeli robimy przewinienia i nie widzimy w tym nic nadzwyczajnego, to jest wszystko OK. Nie ma grzechu, nie ma przewinień. Jest tylko to, co robimy – poprzez pewne doświadczenia, zbiór pewnych doświadczeń. I to wszystko.
- To wszystko, tak? Odpocznij sobie przez chwilę. (krótka przerwa) Jesteś teraz w stanie Bardo, spoglądasz na inne czasy, inne miejsce. Chciałbym, żebyś zrobił jeszcze jedno krótkie doświadczenie w innym ciele. Ponieważ z tego miejsca widzisz dobrze wszystkie doświadczenia, które istnieją na Ziemi i możesz wejść, gdzie tylko zechcesz, chciałbym, abyś skupił uwagę na czasie: jest kwiecień, tysiąc dziewięćset czterdziesty piąty rok, miasto Berlin. Jest wojna, a pierścień wojsk wokół Berlina zawęża się coraz bardziej. Zacieśnia się wokół Berlina. Walki trwają jeszcze w różnych miastach. Pragnieniem twoim jest zbadanie odczuć i emocji najważniejszej osoby w tym czasie. Pragniesz przeżyć ostatnie dni wojny. Drugiej wojny światowej w ciele, w świadomości Adolfa Hitlera, mając świadomość obecności swojej Wyższej Jaźni. Pamiętając o czystych intencjach, połączysz się z ciałem, umysłem i duszą Adolfa Hitlera w czasie: w kwietniu tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego roku i doświadczysz ostatnich dni wojny. Pobędziesz w tym ciele, aż do jego śmierci. Nie wiadomo, czy ona nastąpi w kwietniu, czy też w innym czasie. My tego nie możemy zakładać jako pewnik. Pobędziesz, aż do śmierci i doświadczysz wszystkiego, czego doświadczyła ta postać. Policzę teraz do trzech i pstryknę palcami. Kiedy to zrobię, wcielisz się w postać Adolfa Hitlera. Jeden, dwa, trzy. Jesteś w innym miejscu, w innym czasie. Sprawdź, jakie masz ciało, zobacz, co ci przyświeca. Jakie są twoje odczucia. Co widzisz, kto jest przy tobie? Poczuj to wszystko.
- Nie, nie... Jakieś problemy z wentylacją.
- Duszno?
- Duszno, coś nie działa, ale mają naprawić, obiecują. Małe pomieszczenia. Nerwowa atmosfera, bardzo nerwowa. Świadomość, że zaczęło się polowanie na poszczególne osoby. Jest kobieta, która podtrzymuje na duchu. Jest też pies, bardzo wierny pies i bardzo smutny. Jest jakiś plan, wydostania się z okrążenia. Nie, oni się nie mogą dowiedzieć, że jestem takim tchórzem. Strasznie się boję. Sparaliżowany strachem.
- A jakie są ostatnie doniesienia. Co jest teraz na zewnątrz, na froncie? Co jest w mieście, co się dzieje? Jakie masz ostatnie doniesienia, jaką świadomość?
- Są ludzie, oficerowie i podoficerowie, którzy wychodzą na zewnątrz. Otrzymuję na bieżąco informacje, od swoich kurierów. Ci, z kolei wiedzą, że na dole jestem. Nie ma takiej możliwości, takiej broni, aby to miejsce, ten bunkier, który jest dwie kondygnacje w dół, mógł być zniszczony, zlokalizowany. Ale według doniesień, w rękach Rosjan i Amerykanów są osoby, które wiedzą, jak zmusić nas do wyjścia stąd. I już wiem, że lekarz osobisty przygotował dla nas skuteczne lekarstwo, żeby zapomnieć o tym, co się stało. Każdy dostał taką porcję.
- Jak wygląda taka porcja? Możesz mi ją opisać?
- Tak. To jest taka kapsułka. W niej jest właśnie to, co pozwoli nam się uwolnić. Mogę wyjść w każdej chwili na zewnątrz, zobaczyć jeszcze niebo, pooddychać świeżym powietrzem, ale nie chcę. Nie ufam już straży przybocznej, która jest na górze, przy wyjściu. Nie ufam już właściwie nikomu. Muszę ich zostawić.
- A ta kobieta przy tobie, to kto to?
- Żona, kochanka.
- Żona, kochanka. Jest przy tobie do końca?
- Tak.
- Kto jeszcze jest?
- Straszny jest ten ból strachu. Obezwładniający. Nie chce się nic. Zaczyna już być to wszystko obojętne, czy są może Amerykanie, może Rosjanie. Historia ma to do siebie, że każdy, kto znajdzie odpowiednie swoje parę minut, może być bardzo ważną osobą. Ale trzeba być świadomym tego, że bez względu na to, czy popełniamy błędy, czy też nie, zawsze jesteśmy kreatorami własnego życia. A jeżeli już ta kreacja oddziałuje na innych, to tym bardziej powinniśmy być odpowiedzialni. Jest grupa, która z chwilą, gdy odejdziemy z tego świata, ma nas po prostu zlikwidować fizycznie, nasze ciała. Tym ludziom należy zaufać, ale innym nie. Trzeba będzie spróbować.
- Czy jeszcze ktoś z wyższych oficerów jest tam, przy tobie?
- Bardzo dużo jest oficerów. Są osoby, które gdyby wpadły w ręce aliantów... I tak mają wyrok, i tak. Ale nie wszyscy są w stanie zażyć tej trucizny. Ale nie mamy wyjścia.
- Coś tam jeszcze funkcjonuje w jakiś sposób?
- No cały czas pracują jeszcze nad ostatnimi przerzutami do innych krajów.
- Nad ucieczką, tak?
- To już trwa od ponad pół roku. Pieniądze wszystko mogą. Jak nie Szwajcaria, to Meksyk. Jak nie Meksyk, to Kanada. Tak to wygląda, ale są jeszcze tacy, którzy wierzą, że jeszcze można wygrać tę wojnę. Liczą na cud.
- A jak jest z twoją wiarą w tym momencie?
- Nigdy jej chyba raczej nie było.
Archiwum - pozostałe artykuły: