Ezoteryka czyli wgląd w siebie
Ezoteryka, czyli wgląd w siebie

Archiwum - pozostałe artykuły:

Badania doświadczeń życiowych innych ludzi


- Nigdy jej nie było?
- Była okazja, by zaistnieć. Sprzyjające warunki. To życie mnie wykreowało. Potrzeba. Niech to zrozumie każdy, kto ma ograniczone możliwości. Ale często bywa tak, że ludzi kreuje zupełnie kto inny. I kto wie, gdzie by ten naród doszedł, gdyby nie to, że postanowiono gdzieś na pewnym etapie. Wykorzystując kapitały z zewnątrz, popełniamy jakieś błędy. Dużo kapitału amerykańskiego, żydowskiego spowodowało, że wszyscy wokół mnie, awansowali razem ze mną. A zostanie kanclerzem w tamtych czasach nie było łatwe. Musiały za tym iść potężne pieniądze. Gdyby nie próba nieuczciwego podejścia wobec niektórych banków amerykańskich, to kto wie, jakby się potoczyła historia Europy.
- O jakiej próbie mówisz? Wyjaśnij to troszkę szerzej, bo nie rozumiem.
- Niemcy w tym czasie mają bardzo zdolnych inżynierów, techników i specjalistów od kopiowania i podrabiania. To wszystko przez produkowanie fałszywych dolarów i funtów. Wnerwiło tych, których potencjalnie okradaliśmy. Ale to wszystko było zaplanowane z premedytacją, aby fortuny żydowskie, układy rozwalić, wpuszczając im podrobione dolary i funty. Ale oni byli lepiej zorganizowani. Bardziej się zabezpieczyli, niż byliśmy w stanie to zrozumieć. Każdy dostał działkę, działkę trucizny i każdy ma wolną wolę. Ja... ja już wiem, że strach jest potężniejszy. Żywcem mnie nikt nie weźmie.
- Powiedz mi, czy bardzo się boisz umierać?
- To nie o to chyba chodzi. Bardziej ludzi.
- Bardziej ludzi się boisz?
- Bardziej ludzi. Jeszcze trochę z życia zostanie.
- Dobrze. A jak byśmy teraz na chwilę zatrzymali ten moment i wrócili w retrospekcji. Przypomnij sobie, co powodowało w tobie takie, a nie inne uczucia w stosunku do narodu żydowskiego. Czy mógłbyś to, w tej chwili, z tej pozycji, z tego miejsca, mając tę świadomość, jaką w tej chwili posiadasz, w jakiś sposób, bardzo krótko scharakteryzować. Skąd się to brało, dlaczego tak zaistniało, dlaczego akurat wykreowałeś w sobie taki, a nie inny charakter, postawę?
- Zawsze się w życiu spotyka albo odpowiednich, albo nieodpowiednich ludzi. To nauki ezoteryczne, mówiące o wyższości ras. To ludzie, których się spotyka, którzy udowadniają, że rasa białego człowieka, rasa aryjska jest najbardziej wartościowa, najwyższa, że czas ją wyeksponować. Że tak zwana błękitna krew, ta przypisana rasie aryjskiej jest najbardziej wartościowa – programowo należało zabrać Żydom wszystko, co mieli. To było potrzebne na budowę autostrad, rozbudowę przemysłu, na rozbudowę kraju. Fakt, że kosztem innych. Magowie, wróżki, opaczne zrozumienie tajemnych nauk. Skażenie się tym – to było to.
- Skaziłeś się tymi tajemnymi naukami i to było jedną z przyczyn, tak?
- Zrozumienie ich na opak, nie do końca tak, jak powinno być.
- To tyle na ten temat chciałbyś mi powiedzieć, tak?
- Niechęć wobec Żydów się też brała z tego, że bez względu na to, czy był kryzysy, czy była wojna, zawsze byli na wierzchu. I tak też nie może być. Bo Żydzi dominowali nad gospodarką, nad ekonomią, nad finansami. W sumie, to jest tak, jak z alchemią, jak się nieumiejętnie podchodzi, jak się ma złych doradców, nauczycieli – to jest to przykre. Trudno o tym mówić. Bardzo trudno. Ale najgorsze jest to, że z punktu widzenia fizyczności, ograniczonych możliwości objęcie świadomym umysłem tego, co się stało, to jest najgorsze, to jest przykre. Tyle zła, a w sumie zawsze usprawiedliwienie dla siebie można znaleźć. „Przepraszam, to nie ja, to inni”. To jest najgorsze, ale mam tę świadomość, że wypełniło się pewną rolę. To wszystko.
- OK. Zbliż się teraz do końca swoich dni w tym ciele. Zobacz, jak to wygląda, że sytuacja zmusza do takich, a nie innych kroków. Kiedy policzę [...].
- Zbyt duże ryzyko, przejęcia, przekazania nas władzom okupacyjnym. Bliscy współpracownicy uciekają, wyjeżdżają. Najważniejsza gwardia, najwierniejsza, ale czy na nich można liczyć? Właśnie nie. Już wiadomo, że będą pokazowe procesy, że to się będzie kończyć karą śmierci. Że wojska okupacyjne będą starały się przechwycić, co ważniejszych i bardziej znamienitych inżynierów, techników. Tak naprawdę, to w końcówce nie chodzi o walkę o budynki, o zabijanie ludzi, tylko o pozyskiwanie, wyszukiwanie tych, najbardziej wartościowych, posiadających doświadczenie i wiedzę. To jest walka o te umysły, które zapakowane są w mundury. Chodzi po prostu o zabranie narodowi niemieckiemu tego, co ma najlepszego, a więc światłych, wykształconych ludzi. I robią to Rosjanie, Amerykanie i Anglicy. Nie bez kozery biją się o nas. Słychać odgłosy strzałów, spadających bomb, czy też obstrzałów artyleryjskich. Dwa wyjścia: zażyć swoją dawkę i użyć broni palnej, czy użyć broni palnej? A jeżeli się ma naturę tchórza, trudno się zdecydować. I to jest to, że czas skończyć ze sobą. Bardziej ze strachu i tchórzostwa, z niewiedzy, co może się zdarzyć, gdy wpadnie się w ręce żołnierzy. Mogą zlinczować, mogą na miejscu rozstrzelać, mogą potraktować zupełnie inaczej, ale wtedy się nie da żyć. Niewielu wokół mnie zostało.
- Tak? Kto jeszcze?
- Pies już nie żyje, żona nie żyje.
- Żona nie żyje też? A co się stało?
- Przed chwilą dostała kapsułkę. Teraz kolej na mnie. Mam jeszcze propozycję ucieczki.
- Kto proponuje ci ucieczkę?
- Najbliżsi. Ale rezygnuję.
- Co wybierasz?
- Śmierć.
- Doświadcz tego i opowiedz mi dokładnie ze szczegółami.
- Mają za zadanie zniszczyć ciało, spalić. Przymierzam się do użycia broni palnej, ale nic z tego nie wyjdzie. Może jakiś inny sposób. Wiązka granatów, albo przebrać się, wyjść na ulicę i szukać kul, które mogą mnie dosięgnąć, albo min. Już podjąłem decyzję.
- Tak?
- Popijam wodą. Ciała mają być wyniesione, spalone miotaczem ognia.
- Na zewnątrz?
- Tak.
- Czy w bunkrze?
- Na zewnątrz. Zero refleksji. Zero odniesienia do tego, co się zdarzyło. O, bardzo płytkie takie... Hm.
- Powiedz o swoich odczuciach z momentu opuszczania ciała.
- Żadnych odczuć, uczuć – nic.
- Żadnych refleksji też?
- Żadnych – dziwne. Bardzo dziwne. Żal tylko psa? (śmiech) Nie, no nie... Żal tego psa, no nie... Hm.
- Spójrz teraz w przeszłość. W jaki sposób to, czego się nauczyłeś, czego doświadczyłeś, oddziałuje na ciebie obecnie.
- Akurat odwrotne robienie tego. Dokładnie odwrotnie. I to wszystko.

*

- Dobrze, zostawimy teraz ten temat całkowicie. Odpręż się. Odpręż się i wyluzuj. Chciałbym teraz, abyś się przeniósł, poza czas i przestrzeń, bardzo daleko i spojrzał na Ziemie oczami spoza czasu i przestrzeni. Spójrz na życie jednej osoby. Tą sobą jest nasz znajomy; Albert Einstein, który żył w latach 1879 – 1955. Znana postać wszystkim żyjącym w XX wieku. Spójrz na tę postać. Za chwilę chciałbym, abyś wcielił się w jego ciało, w okres, kiedy był dosyć młodym człowiekiem, kiedy został mianowany profesorem na wyższej uczelni. Masz taką możliwość z tej pozycji. Kiedy policzę do trzech i pstryknę palcami, przeniesiesz się i wnikniesz w ciało, w osobowość Alberta Einsteina. Jeden... dwa... trzy... Jesteś już na Ziemi. Rozejrzyj się dookoła i powiedz mi, co widzisz, co słyszysz, co odczuwasz?
- Dziewięćset czwarty rok, ale jakieś wspomnienie z dziewięćset pierwszego.
- Tysiąc dziewięćset pierwszego, czy...
- Tak. Tysiąc dziewięćset czwarty.
- Powiedz, jakie to są wspomnienia. Powiedz, o czym myślisz?
- To dotyczy jakiejś koncepcji. Kłótnia między kolegami. W każdym razie... (Chodziło tam o koncepcję wiedzy transcendentalnej, a koniec kasety spowodował lukę w nagraniu). ...której nauczył się przyswajać, którą zmierzył, zważył, policzył, jest w sumie bezwartościowa. Aby stworzyć coś wielkiego, to trzeba sięgać tam, gdzie niewielu może dotrzeć, niewielu ma tam dostęp. Właśnie, ta perspektywa, że było się obiektem kpin, drwin. „Ty jesteś nie przystosowany, ty leniu głupku, ty się nie nadajesz do tej szkoły”. Co z tego? Można być głupkiem, leniem, tutaj sztuka jest zrobić, a nie napracować się. Nie ważne, kto ma rację, z jakiego źródła pochodzi wiedza i poznanie. Za bardzo człowiek zadufał się w sobie. Próbuje dorównać wiedzy, którą posiada Bóg, wiedzy absolutnej. To nam ułatwia poznanie i zrozumienie czegokolwiek. Koncepcja i odpowiednia wrażliwość, a więc odpowiednie dostrojenie się. Można naprawdę sięgnąć po każdy rodzaj wiedzy. To nie w laboratoriach wynalazki się rodzą, ale w umysłach ludzi. Niewielu takich nas jest. Może i lepiej. Koncepcja, to wizja, to jedno. Doświadczyć przepływu wiedzy wtedy, gdy ona jest potrzebna, to jest druga rzecz. Najgorsze do zrobienia jest to, aby to ubrać w doświadczenie pokolenia, w odpowiednie słowa, sformułowanie. Nie można ludzi przerazić czymś, czego nikt nie rozumie. Jak przemycić wiedzę uniwersalną i trudną do objęcia, do przetrawienia. To się nikomu nigdy nie udało i nie uda. Właśnie zarzucają mi, że nie dbam o strój, nie dbam o swoją fizjonomię. Kto powiedział, że muszę mieć przystrzyżone włosy, że muszę chodzić w surducie, czystym, idealnie odprasowanym. Dla mnie liczą się moje zapiski, notatki i to, dokąd zmierzam i co mam do powiedzenia.
- Dobrze, rozejrzyj się zatem wokół siebie i powiedz mi, jak ty wyglądasz, jak wygląda twoje ubranie. W jakim miejscu jesteś, opisz mi proszę, to miejsce. Może ktoś z bliskich jest w pobliżu ciebie? Opisz to miejsce.
- Jestem w jakimś pokoju, pracowni... To jest pracownia. To jest chyba Berlin, tak to jest w Berlinie.
- Tak? Co tam robisz?
- Jestem w pracowni i przygotowuję konspekt do wykładu. I nie bardzo mi się chce. Bo właśnie myślami jestem kilka lat wstecz. Pomieszczenie niezbyt obszerne, duże okna i to jest na terenie uczelni. Siedzę w fotelu właśnie i się zajmuję fizyką teoretyczną. Właściwie tworzę fizykę teoretyczną. I w dużym brulionie zapisuję swoje myśli i uwagi, zamiast przygotowywać konspekt na zajęcia.
- Dobrze, teraz, kiedy policzę [...]. Jesteś już w innym miejscu, w innym czasie, powiedz mi, co robisz, co widzisz, czego doświadczasz?
- Każdy dzień jest ważny, każda rzecz, którą się robi jest ważna. Jest jakieś przyjęcie, właśnie zajadam jakieś ciasto i zły jestem, że się to przy... Aaa, masa przyczepiła się do wąsów i ku uciesze niektórych, właśnie językiem zlizuję tę masę. No jest chyba częścią tego ciasta – należy wylizać, nie? No tak, kombinuję, czy sobie w nosie nie podłubać, ku zgorszeniu. Tak, to jest przyjęcie sponsora uczelni, i cała palestra naukowców, pracowników naukowych, wykładowców jest na tym przyjęciu z żonami. A tak, coś bardzo niewesołego chyba będzie się działo, bo jest dziewięćset czternasty rok. Zwracają się do mnie doktorze? Nie wiem, jakoś dziwnie się czuję, „doktorze, doktorze”. Używam języka niemieckiego, ale on mnie drażni.
- Tak? Znasz jeszcze inne?
- Angielski, hebrajski. W domu często używało się właśnie tego języka, kultywowało się i kultywuje nadal. Tradycja przodków, ale mnie to nie jest po drodze i jestem... W środku tak, ale na zewnątrz nie, nie – tak nie można. Tak nie można. Ważna jest wiedza, ważni są ludzie, a nie to, co ich dzieli. Nie to, jakie tradycje, jakie... No, ale tacy są moi rodzice, tacy byli moi przodkowie.
- Właśnie, jacy są twoi rodzice?
- W szkole to byłem powodem strasznych kłopotów. Nie potrafili zrozumieć, że to szkolnictwo, to jest wielki kłam, nieporozumienie, wielka obłuda, że nie miało to nic wspólnego ze szkoleniem, tylko z podrasowaniem, z ćwiczeniem, zmuszaniem do robienia rzeczy, które się w życiu nigdy nie przydają nikomu. Ja to byłem określany jako nie przystosowany, ale miałem odwagę być sobą. A większość, jak nie znakomita większość, nie miała tej odwagi. Cierpiała, uczyła się, podlegała tym procesom, których wymagała szkoła. Jeżeli byłem nie przystosowany, byłem głupolem, to dlaczego nie miałem problemów z fizyką, z matematyką. Ale taki był system.
- Dobrze, teraz kiedy policzę [...]. Powiedz mi, gdzie teraz jesteś, czego doświadczasz?
- Bardzo... Muszę być bardzo znaną osobą.
- Ile masz teraz lat?
- Sporo. Trzydzieści dziewięć. Straszne problemy się szykują. Ja to już czuję, ja to wiem. Gdyby oni wiedzieli, że ja sobie podróżuję, że tam doświadczam, i stamtąd przynoszę tutaj wyniki, to by mnie chyba zamknęli w domu dla obłąkanych. Ale wiem, że tak robili inni wynalazcy. Musieli tak robić, bo to jest jedyna droga.

Przejdź do strony: 1 2 3 4 5 6

Archiwum - pozostałe artykuły:

Ezoteryka, czyli wgląd w siebie